Metamorfoza krzesła obrotowego

W sieci nie ma zbyt wielu metamorfoz krzeseł czy foteli biurowych. Nikt ich nie pokazuje bo nikt ich nie robi. Czyżby takie zniszczone krzesła były skazane na śmierć bez żadnych prób reanimacji? Czy to jest aż takie trudne? A może się nie opłaca?

Zaryzykowałam ostatnio przyjęcie takiego pacjenta na warsztat. 

Ryzyko było właściwie żadne gdyż krzesło należało wcześniej do mnie i znajdowało się na wyposażeniu mojej pracowni. Nikt nie mógł mieć do mnie pretensji gdyby coś poszło nie tak. Było paskudne gdyż 4 lata w miejscu gdzie codziennie szaleję ze szlifierkami i farbami musiało odbić się na jego wyglądzie. Miało wiele zacieków farby, która skapnęła mi na nie wiele razy. Jego zaletą było to, że było dobrej jakości, bardzo wygodne i właściwie to mało używane bo praktycznie wszystkie prace wykonuję na stojąco. Mechanizm regulowania wysokości był oczywiście sprawny. Jedyny mankament to ten wygląd. Stało sobie i obrywało rykoszetem 🙂 Czułam się winna, że nie uważałam i doprowadziłam to krzesło do takiego stanu. Postanowiłam się zrehabilitować i spróbować je odnowić. 

Jak odnowić obrotowe krzesło biurowe?

Zaczęłam od demontażu podłokietników. Poszło gładko. Przy użyciu wkrętarki udało mi się to zrobić w jakieś 2 minuty (8 śrubek). Po odkręceniu podłokietników oparcie było już osobno. Tak samo banalnie łatwo tylko szybciej było z odjęciem siedziska od podstawy (4 śrubki). Byłam pozytywnie zaskoczona bo na co dzień mam do czynienia z dużo starszymi egzemplarzami mebli z zaśniedziałymi śrubami, zerwanymi gwintami, pordzewiałymi gwoździami bez łebków itp. Tutaj wszystko było nowiutkie. 

Wymiana obicia w krześle biurowym?

Chciałam zmienić obicie na nowe ale tak aby nie narobić się przy tym za bardzo. Postanowiłam, że nie będę usuwać starej ekoskóry a nowy materiał naszyję na ten stary. Wiem, że nie jest to zgodne ze sztuką tapicerską ale co tam, przecież to moje krzesło i mogę kombinować jak chcę 🙂 

Najpierw przejrzałam resztki swoich tkanin i wybrałam dwie, welurowe, które chciałam jakoś połączyć: czarną gładką i wzorzystą z łowickimi kwiatami. Wiedziałam, że jedna nie wystarczy bo resztki, którymi dysponowałam były naprawdę niewielkie.  

Na początku muszę nadmienić, że maszyna do szycia to nie jest moje ulubione narzędzie pracy. Zazwyczaj wszystko szyję ręcznie i tak też było w tym przypadku. Wyjątkowość mojej pracy polega też na tym, że tapicerując meble nigdy nie używam żadnej miarki. Wszystko robię “na oko” i tnę materiał przykładając go na mebel. Ta metoda świetnie mi się sprawdza. Niektórzy dziwią się jak widzą mnie w akcji, nie wróżą sukcesu i są bardzo zaskoczeni dobrym efektem. No cóż. Taki mam już styl pracy i nic na to nie poradzę. Lepiej po prostu na mnie przy pracy nie patrzeć:)  

Jak widać na pierwszym zdjęciu, moje krzesło miało sporo przeszyć i wypukłości. Postanowiłam wykorzystać te przeszycia i wedle ich kształtu powycinać nowe elementy z nowych tkanin dodając jedynie po ok. centymetrze z każdej strony na podwinięcie materiału (zapas). Zaczęłam od wycięcia dwóch prostokątów, które naszyłam na środek siedziska i oparcia. Te dwa nowe elementy tkaniny przyszyłam ręcznie do starej ekoskóry. 

 

Kolejne elementy po wycięciu kształtu przymocowałam szpilkami tak by łączyły się z istniejącymi już prostokątami i ze sobą minimalnie na siebie zachodząc. Zapasowy centymetr tkaniny podwijałam po prostu pod spód. Tam gdzie było to możliwe czyli na “plecach” oparcia i pod spodem siedziska tkaninę przybiłam zszywkami. Gdy wszystko było równiutko naciągnięte i przymocowane zszyłam po prostu wszystkie fragmenty ręcznie na meblu stosując ścieg kryty.

 Na koniec zamontowałam materiał na “plecach” oparcia. Dwie krawędzie (górną i dolną) przytakerowałam zszywkami a boki zszyłam ręcznie. 

Gdy tapicerka była gotowa zrobiłam ostrymi nożyczkami małe otworki na śruby i zamontowałam siedzisko do stelaża a potem podłokietniki i oparcie. Znowu poszło jak z płatka.

Zdaję sobie sprawę, że mój opis tapicerowania jest dość zagmatwany ale wierzę, że Ci którzy będą chcieli z niego skorzystać sobie poradzą. 

Ile trwała ta praca?

Całe to obijanie czyli wymierzanie (na oko), docinanie, mocowanie szpilek i szycie ręczne trwało jakieś 2,5-3 godziny. Pewnie gdybym miała do dyspozycji większą ilość tkanin i zaplanowała wcześniej wzór, jak te dwie tkaniny chcę połączyć, byłoby znacznie szybciej. Tak jak wspomniałam, moje kawałki tkanin to były małe resztki z innych projektów o nieregularnych kształtach. Dopasowanie ich zajęło lwią część tego czasu. 

Czy było warto?

Efekt jaki osiągnęłam możecie obejrzeć poniżej:

Według mnie jest to bardzo udana metamorfoza. Krzesło wygląda właściwie jak nowe ale bardzo oryginalnie bo sami chyba przyznacie, że takiego wzoru nigdzie się nie kupi. Jakimś cudem udało mi się wszystko ładnie pozszywać i materiał dobrze się układa. Nowy welurek jest ciepły i bardzo miły w dotyku (w przeciwieństwie do ekoskóry) a łowickie kolorowe kwiatuszki sprawiają, że krzesło przyciąga uwagę i staje się gwiazdą otoczenia. 

Krzesło biurowe po metamorfozie

Podobają się Wam takie kolorowe łowickie klimaty? Chcecie zobaczyć więcej odnowionych przeze mnie mebli z takim wzorem? Proszę bardzo:

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *